Niedługo po ślubie postanowiliśmy się usamodzielnić i wyprowadzić od rodziców Roberta. Mimo starań obu stron dochodziło między nami do konfliktów i to na tle zupełnych drobiazgów. Wszyscy instynktownie czuliśmy, że zbliża się albo jedna, wielka nieuchronna awantura, albo czas się wyprowadzić, póki jeszcze możemy na siebie patrzeć. Porozmawialiśmy o tym spokojnie, tak by nie urazić niczyich uczuć. Siedzieliśmy w kuchni do późna w nocy sącząc wino i omawiając plany na przyszłość. Okazało się, że wszyscy z ulgą przyjęli nowy projekt. Dwie kobiety w kuchni i dwóch mężczyzn w garażu to już tłok… Postanowiliśmy stworzyć z Robertem nowy dom. „Wrocław, sprzedaż”; „Dom we Wrocławiu”; „Dom na sprzedaż Wrocław” – tak brzmiały hasła wywoławcze, które z nadzieja wstukiwaliśmy w internetową wyszukiwarkę, Oferty dwoiły się i troiły nam przed oczami. Postanowiliśmy sprzedać dom teściów i kupić dwa mieszkania. Trzeba było przeznaczyć rodziców dom na sprzedaż. Wrocław zwiedziliśmy wzdłuż i wszerz szukając zadowalającej oferty i lokalizacji. Chcieliśmy mimo wszystko być w miarę blisko rodziców Roberta, ponieważ gdy pojawią się dzieci dobrze byłoby zachować jakieś niedalekie sąsiedztwo. Mam nadzieję, że nie zawsze to moim obowiązkiem będzie odbieranie pociech z przedszkola. Liczę, że po urlopie macierzyńskim znajdę pracę. Najbardziej interesowałoby mnie jakieś zajęcie biurowe. Jestem osobą poukładaną i rzetelną. Mocno stąpam po ziemi. W opozycji do męża, który jest typem marzyciela, idealisty. On lubi artystyczną wolność, ja przeciwnie. Lubię porządkować rachunki, robić tabele, sporządzać dokumentację. Równo poukładane segregatory, lśniąca tafla biurka dają poczucie bezpieczeństwa. To jakąś forma okiełznania chaosu. Poza tym, uważam, że kobieta powinna spełniać się zawodowo. Jak kupimy nowy dom („Wrocław sprzedaż, kupno” – krzyczą szyldy biur nieruchomości, więc nie powinno być problemu), zacznę rozglądać się za pracą. Dobra profesja i dom we Wrocławiu, to był zawsze szczyt moich marzeń. Pochodzę z małej miejscowości. Mam szóstkę rodzeństwa. Nie miałam chwili dla siebie, bo byłam najstarsza. Czytałam książki jak wypasałam owce. To był jedyny moment kojącej samotności. Własny kąt wydawał mi się szczytem luksusu. Wyrwałam się stamtąd na studia. I już nie wróciłam. Zabraliśmy się z Robertem do dzieła. „Nowy dom, Wrocław, sprzedaż”, napisaliśmy w gazetowym anonsie. Na furtce wywiesiliśmy kartkę z informacją: „dom na sprzedaż”. Wrocław ostatecznie nie ma tylu atrakcyjnych ofert. Klienci powinni zjawić się niebawem. Pod koniec miesiąca odwiedziło nas starsze małżeństwo. Dom był posprzątany, rozlaliśmy olejek waniliowy w piekarniku, żeby roztoczył wokół aromat jakiejś pieczonej pyszności. Koty zawojowały im serca ich serca na miejscu. Sprzedaliśmy dom we Wrocławiu i kupiliśmy dwa słoneczne mieszkania w nowoczesnej „plombie”. Jestem szczęśliwa. Kto wie, może nawet zatęsknię za teściami?
Zagadnienia: domy